sobota, 23 lipca 2011

Samochodem, na sąsiedni pas.

Od jakiegoś  czasu chodziłam na kurs prawa jazdy. Teorie mam za sobą i od niedawna zaczęłam praktykę. Pierwsze zajęcia na placu, spoko, ale drugie gdy już musiałam wyjechać na ulicę, powiem krótko... nienawidzę jeździć samochodem, może jestem taka beznadziejna bo to dopiero początki, a może po prostu nie dla mnie jest przeznaczona jazda samochodem? Tak czy inaczej jest strasznie i koszmarnie się boję. Nie potrafię robić tylu rzecz na raz, nie mogę się skupić, obserwować drogę, pilnować prędkości, zmieniać biegi, uważać na znaki, patrzeć w lusterka, i trzymać się swojego pasa ruchu. To ostatnie jest najgorsze, bo nie mam tego wyczucia nie wiem czy jestem na swoim pasie czy już zjechałam na sąsiedni. Ale już powoli to opanowuję, no chyba, że zmieniam biegi, to wtedy przestaje patrzeć co się dzieje z kierownicą i zjeżdżam na bok. Gdybym miała wybór to bym zrezygnowała. ^^
A co do tej pizzy z poprzedniego posta to zrobiłam ją, mam zdjęcia ale nie chce mi się wrzucać, powiem tylko, że cisto jest super, jeśli chodzi o konsystencje. Ale w smaku było kiepskie, w przepisie moim zdaniem podali za mało soli i cukru, było takie bez smaku. Następnym razem to poprawie i zobaczę czy wyjdzie.^^
Byłam na Harrym Potterze... zabili wszystkie moje ulubione postacie, a obok siedział koleś, który komentował cały film. Był gruby, brzydki i głupi. A jego teksty nie były zabawne, współczuje jego kolegom, że musieli siedzieć obok niego. Komentarz jednego z nich na koniec filmu "więcej nie idę z Wami do kina" był bardzo poprawny.

piątek, 15 lipca 2011

Gofry.

Witajcie!
Ostatnio moje całe ciało pragnie gotować, piec, smażyć, wędzić, grillować, kroić, obierać, siekać, przysmażać, wałkować, mielić, nabijać, rozwijać , przewijać, mieszać, dolewać, odlewać, dosypywać, przesiewać, przystrajać i zjadać. Jednym słowem, pichcić. Są dwa wyjaśnienia na to. Albo, włączył się mój instynkt prawowitej gosposi, matki polki, żywicielki! Albo, po prostu robię wszystko aby zabić nudę i nie musieć uczyć się na prawko. Tak czy inaczej wychodzi mi to na dobre. Moje pierwsze gofry (robione bardzo dawno) były masakrą, nie wiem czy to przepis był zły czy to ja tak beznadziejnie wszystko wymieszałam ale tym razem poszło mi stanowczo lepiej.
Potrzebne mi były:
-jajka
-mleko
-sól
-cukier
-masło
-mąka.
Wzięłam moją śliczną zieloną miseczkę i przesiałam do niej 160 gram mąki, następnie dosypałam 2 łyżeczki cukru. Ni to duże ni to małe, takie średnie, szczyptę soli.... Zapomniałam dodać, że już w tym samym czasie w małym blaszanym kubeczku topiło się, pod gorącym temperamentem kuchenki, 50 gram masełka. Gdy się stopiło zupełnie, pozwoliłam mu odrobinkę wystygnąć, a sama w tym czasie rozbiłam 2 jajka i oddzieliłam białka od żółtek. Gdzie pierwsze wylądowały w blaszanej miseczce, a drugie wskoczyły do mąki. Następnie wlałam stopione masełko do zielonej miseczki i dodałam 1/3 mleka, które było mi potrzebne (270 ml). Wymieszałam wszystkie składniki ze sobą, powstała bardzo gęsta masa, która bardziej przypominała ciasto na pizze niż na gofry, i tu do akcji weszła reszta mleka, która rozrzedziła masę. Tak, zielona miseczka jak na razie była gotowa. Teraz czas przejść do blaszanej, w której znajdowały się, jak już wcześniej wspomniałam, białka, jak wszyscy się domyślacie trzeba było ubić to na sztywną pianę, dodałam szczyptę soli i własna ręką, plus ubijaczką, ubiłam białka.
Niestety moja średniowieczna kuchnia nie posiada miksera czy czegokolwiek co by mogło pracować za mnie. Ale udało się już po ok.7 minutach białka były sztywne jak.... ekhm po prostu były sztywne^^ Teraz zostało tylko dodać pianę do zielonej miseczki, następnie obie zawartości miseczek wymieszać bardzo powoli tak aby piana zniknęła ale równocześnie wpłynęła na ciasto. I gotowe! Można przejść do pieczenia gofrów. Rozgrzewamy gofrownicę do najwyższej temperatury, czyli aż lampka zaświeci się na zielono, zgaśnie, czy co ona tam u Was będzie robiła. Następnie nalewamy ciasta nie za dużo, bo wtedy zawartość wyleje się Wam na stół tak jak mi przy pierwszym gofrze (?). Gofry robimy ok. 5 minut, generalnie nie słuchałam już później lampki, która świeciła się już po 2 minutach na pomarańczowo, że gofry są gotowe, nie, nie, ja wytrwale czekałam 5 minut. Nie wiem czy to istotne czy nie, ale gdzieś przeczytałam aby w połowie czasu otworzyć gofrownicę na 3 sekundy. Robiłam tak, chociaż ciężko mi stwierdzić czy to naprawdę miało jakikolwiek wpływ. Na koniec posypujemy naszego gofra cukrem pudrem. I łala! Smacznego^^


 Jeśli lubicie możecie dodać oczywiście inne polewy czy posypki. Ja osobiście bym polała syropem klonowym, ale nie posiadam :( Więc postanowiłam polać czekoladą, której zresztą nie miałam, ale i tu jest sposób. Jeśli nie macie czekolady, takiej lanej jak do deserów, a Wasz leniwy brat nie chce Wam pójść po zwykłą czekoladę, którą byście mogli rozpuścić w rondelku. To weźcie dużo kakao i nalejcie odrobinę mleka, a następnie wymieszajcie. Słodkie i czekoladowe <3





Jutro chcę zrobić pizze, zdam Wam relacje jeśli mi wyjdzie<3

poniedziałek, 11 lipca 2011

Relacja z szafy.

Sprzątam z nudów szafę, mam dylemat nad tym co wywalać i czy w ogóle wywalać a jak już wywalać to tak totalnie czy do rzeczy w worku?
Wygląda to jak maraton, ja w spodenkach od piżamy i staniku biegam po pokoju przymierzając po sto rzeczy na sekundę.
Apel do Was! Sprzątajcie szafy to też ma uczucia!
Uwieczniam dla Was mój ciężki wkład pracy. <39

sobota, 9 lipca 2011

Milion.

Od 2 do 5 lipca spędzałam wakacje po raz 4 w Osieku. Małej wiosce gdzie Ewy dziadkowie mają domek. Tym razem pojechało nas więcej niż zwykle i po za naszą paczką było kilku gości, którzy szczerze, z mojego punktu widzenia zapychali miejsce. Niestety w tym roku pogoda nam nie dopisała, ale na szczęście ani "obcy" ani pogoda nie popsuli nam dobrej zabawy, która momentami, mogło by się zdawać, wymykała się spod kontroli. Ale myślę, że o tych momentach nikt już pamiętać nie chce, dlatego zamilknę.



Jak co roku odbyły się urodziny Ewy.(Paulinko pyszne muffinki) Jak co roku pływaliśmy kajakiem. Jak co roku było ognisko i grill. Jak co roku graliśmy w karty. Jak co roku nie było komu sprzątać i gotować. I jak co roku było pływanie w jeziorze. Jednak tym razem Osiek wzbogacił się o takie atrakcje jak; gry w których potrzeba wysiłku fizycznego. Dotlenianie płuc w postaci shishy. Tytoń arbuzowy na 100%. I wodospad alkoholu, niestety niektórzy polegli w tym wodospadzie.
Nie obeszło się bez sprzeczki z Sebqiem, ale powiem Wam, że wyszło mi to na dobre, więc wcale jej nie żałuję. Głupia gra w Debila miała swoje plusy. Nieciekawy powrót z powodu braku miejsc. Nieświadomość o istniejących zniżkach studenckich w pks'ach. I fart przy przesiadce w Starogardzie. Spokojny powrót i równie spokojna, dłuuuga noc.


Życie wróciło do normy, FB, listy, siedzenie bezczynne w 4 ścianach i spotkania ze znajomymi. Jedno takie spotkanie miało miejsce dokładnie wczoraj. O 9 byłam umówiona z Owcą przy KFC, autobus 168 kierunek "Szczęśliwa". Krótkie zakupy, długie stanie przy kasie i do Domy! Tam przetestowanie xbox'a 360 kinect i powiedzmy, że smaczny oraz kolorowy obiad. (gdyby nie ten zapach octu i mdłości po spożyciu było by 9/10 a tak to jest 7/10). Następnie walka z muchą. A na koniec uświadomienie sobie o swojej beznadziejności i głupocie. Obietnicach i braku chęci ich realizacji.

39.

czwartek, 30 czerwca 2011

Zasnąć.

Jestem ostatnio bardzo zmęczona, miałam napisać bajkę o dziewczynce bez serca, w sumie już jest wymyślona tylko nie ubrana w ładne słowa jak tego dokonam to wrzucę. W sumie dużo mam do napisania, ale nie chce mi się. Wpadłam tylko po to aby pozdrowić mojego wielbłąda. Tak, trup pozdrawia wielbłąda.^^
                                                                  Bajdulkiiiii <3

niedziela, 26 czerwca 2011

"Nie oddam Cie nikomu"

Byłam dziś na Helu z Sebą i jego znajomymi.
Wiecie, trochę mi smutno, może to żałosne, że pisze o tym na blogu. Nie... nie może, tylko na pewno. Ale szczerze nie umiem powiedzieć tego prosto w twarz, chyba wolę cicho cierpieć.
Dziś w autobusie widziałam chłopca który płakał chciałam jemu powiedzieć "nie płacz życie jest zbyt piękne" ale dzieciak by przecież tego nie zrozumiał, po za tym... jak coś takiego może powiedzieć osoba, która ma łzy w oczach?
Mam po raz kolejny ochotę zamknąć się we własnym świecie i milczeć. Wiecie, taka obojętna na wszystko, wszystkich, wszędzie. Chyba dawna siebie bardziej lubiłam. Była taka bardziej "męska" i taka ah!
Ale jedyne co mi się obecnie podoba? Jestem świetna aktorką.

Czy wspominałam ze moim postanowieniem jest cieszyć się zawsze, ze wszystkiego? Na razie idzie mi ciężko ale zobaczycie kwestia przyzwyczajenia. Do tego dodam kolejne postanowienie, że będę mniej się interesowała tym co nie dotyczy  bezpośrednio mnie. Tak, tak, to znaczy róbcie w Osieku co chcecie, pijcie, ćpajcie, zabijajcie, tylko sobie krzywdy nie zróbcie, nie bardzo bym chciała przychodzić na Wasz pogrzeb. W końcu mam wakacje, po za tym dziwnie by to wyglądało z moimi postanowieniami, ktoś umiera a ja się cieszę, bo tak postanowiłam.

piątek, 24 czerwca 2011

Wakacje

Kolejna długa przerwa w prowadzeniu bloga,  jednak nic na to nie poradzę, przy takich studiach: albo się nie ma czasu, albo się tego czasu nie chce mieć. Nie to, że mi się nie podoba, tylko… tak, w sumie też mi się nie podoba, ale głównie to ciężko jest. Wrzesień z grafy i matmy<3 Ale są wakacje i koniec o studiach!
Może opiszę co się ostatnio działo w wielkim świecie takiego małego człowieka jak ja. Zacznę od tego, że mam zamiar zamieszkać z Kucem i Wojtkiem, na razie to tylko plany, ale mam nadzieję iż po wakacjach słowa zamienią się w czyn, czy jakoś tak, i naprawdę odległe marzenia staną się bliską rzeczywistością. Nie wiem czy dam z nimi radę, i czy w ogóle damy sobie radę, z zarabianiem i studiowaniem równocześnie, trzymajcie za nas kciuki, aby się udało.^^
Już niedługo jedziemy po raz czwarty do Osieka. Bardzo się cieszę. Po pierwsze dlatego, że znowu spotkam moich starych znajomych, w sumie z częścią utrzymywałam kontakt, ale rzadko spotykaliśmy się wszyscy razem, więc teraz mamy ku temu okazję. A po drugie dlatego, że w Osieku jest zawsze fajnie, no i możliwe, że będzie to mój jedyny wyjazd w te wakacje. A były takie plany Wrocław, Karków, Wawa, Lublin.. ba! Nawet Paryż gdzieś kilka razy przemknął przed oczami, ale chyba będę musiała się pogodzić z wędrówką palca po mapie, bądź wzroku po przewodnikach turystycznych.
W ogóle zaczęło mnie wkurzać, że życie ucieka mi między palcami, i że nic z tym nie robie, nie korzystam z niego, a wszystko przez to, że się boję, to przykre. Mała,  anorektyczna, płaska jak deska, dziecinna,  bojaźliwa dziewczynka siedzi w swoich czterech ścianach wlepiając swoje małe SZARE oczka w monitor, i myśląc, że jest fajna, a przepełnia ją beznadziejność. Chociażby dlatego, że teraz to pisze, i że użala się nad swoim biednym „Ja” zamiast w końcu coś z tym zrobić.
Tak to jest sztuka widzieć swój błąd i nie robić nic w kierunku poprawy. Jak to mój kochany brat- Dawid kiedyś określił. „Człowiek oczywistość” ze mnie jest.  Tak w ogóle sto lat dla mojego brata!! Ma dziś osiemnastkę!! Już jest taki stary.
Tata kazał mi się zapisać na prawko. I od 28 zaczynam chodzić na zajęcia. Czy czujecie tą  „radość”, która emanuje z mojej osoby. O tak to będzie fenomenalne przeżycie…..
W sprawach sercowych bez zmian, po za faktem, że już minął rok. Jestem szczęśliwa, że jest dobrze, i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.  

„Magdalena
hej joy
Jowita
hej Owco
i Owco sobie poszło
czemu Owco poszło?
Magdalena
nie poszlo
Jowita 
Owco wróć!!!
Magdalena
owco skype
tylko za minute”
Pozdrawiam moje Owco.

W ogóle ostatnio poszliśmy z Kucem, Wojtkiem, Kasią i Domą na zakończenie sesji PG na plaży w Sopocie. Hym było zimno, i głodno. Więc skończyliśmy w maku. Jakoś o 22 Kasia z Domą się zmyły i zostałam sama z chłopakami. I mimo moich wielkich chęci, aby wrócić do domu, to nasza dyskusja o zeszłorocznym Osieku tak się przedłużyła, że wybiła godzina 23:30. Mój dylemat czy wracać na Orunię nocnymi autobusami czy iść z Kucem i Wojtkiem do Wojtka na noc, rozwiał się zaraz po tym jak Wojtek pozwolił mi się umyć u niego. Rano musiałam być świeża i wypoczęta gdyż spotykałam się z Sebą. Powiedzmy ze świeża byłam, co do wypoczęta to już gorzej gdyż całą noc przegadaliśmy. Jest kilka momentów z tej nocy, którymi muszę się z Wami podzielić. Tak więc, postanowiliśmy iść do Wojtka, iść dosłownie, z Sopotu do Gdyni, plażą. W pewnym momencie zauważyliśmy na morzu statek i jakaś platformę , która świeciła na brzeg. Gdy się zbliżyliśmy okazało się iż oświetlane i zapewne obserwowane były rury, które tam leżały. Szliśmy dalej zastanawiając się czemu tu na plaży SA takie rozkopy i do czego im te rury. Gdy nagle Wojtek zobaczył znak „zakaz wstępu refubleblecoś tam” generalnie zakaz wstępu gdyż poszerzali brzeg plaży. Ale idziemy dalej gdy nagle zauważyliśmy iż łuna tego światła świeci prosto na nas, i zaczęliśmy biec przez te wykopy, dopiero po tym jak znaleźliśmy się na zwykłej plaży platforma przestała nas „obserwować”. Później doszliśmy do automatu z napojami i Kuc chciał Pepsi, wrzucamy 50 gr. weszło wrzucamy 2zł. i dupa, odbieramy nasze 50gr. i wrzucamy tym razem najpierw 2 zł. weszło, wrzucamy 50gr. I dupa i tak chyba 15 min. się biliśmy z tym automatem! I dupa, z Pepsi nici. Później w końcu dotarliśmy do Wojtka nad ranem postanowiliśmy zrobić naleśniki, w sumie ja wpadłam na ten pomysł, ale było to głupie gdyż nie mieliśmy mleka i nic z tego nie wyszło, było surowe w środku. A potem mop uciekł z balkonu. Poranek z widokiem na morze, ah prawie jak w pięciogwiazdkowym hotelu.
Ale się rozpisałam, to tyle na dziś.
.